‘OUTERMISSION’ reviewed

“Het blijft interessant om de ontwikkeling van Dirk Serries in de vrije improvisatiemuziek te volgen. Begonnen als ambient- en drone-artiest heeft de Belg zich de laatste jaren steeds meer ontpopt als een vrij spelende gitarist die muzikale conventies aan zijn laars lapt. Vorig jaar verscheen op het Engelse Raw Tonk-label de eerste solo-cd met vrije improvisaties van Serries (Etched Above The Bow Grip) en op datzelfde label verschijnt nu Outermission, waarop de gitarist samenwerkt met drummer George Hadow.

Hadow is afkomstig uit Engeland maar hij opereert vanuit Amsterdam. Hij studeerde met Han Bennink en Michael Moore en hij is onder andere lid van het Blue Lines Trio en het Mulligan/Baker Project. De lijst met namen met wie hij samenwerkt wordt allengs langer: Terrie Ex, John Dikeman, Gonçalo Almeida, Roy Paci, Joe Williamson, Andy Moor, Jasper Stadhouders en Tobias Delius zijn enkele namen die op de lijst van Hadow prijken. De drummer speelt veelzijdig, krachtig als het moet maar ook subtiel als de muziek daarom vraagt.

Outermission laat twee onderzoekende muzikanten in hun ontwikkeling horen. Vooral Serries lijkt als improvisator een stap verder te zijn dan vorig jaar, ten tijde van Etched Above The Bow Grip. Zijn spel lijkt aan kracht en zelfverzekerdheid te hebben gewonnen, zonder dat iets van de jeugdige spirit van zijn spel verloren is gegaan. Zijn spel is hoekig, a-ritmisch en variërend van verstild tot noisy. Hadow geeft de Belg flink tegengas, weet elke vondst van Serries scherpzinnig te pareren, maar hij barst zelf ook van de originele muzikale ideeën. Zijn techniek is indrukwekkend en het toevoegen van extra percussie-objecten heeft hij voor zijn spel niet nodig. Het is echter de combinatie van de verschillende speelwijzen van de muzikanten die de meeste indruk maakt.

De improvisaties zijn ruw, ongepolijst en zo worden ze ook weergegeven op de cd. Zoals bijvoorbeeld in opener ‘Narrow’: Serries speelt zijn rauwe maar inventieve gitaarspel en Hadow stelt daar zijn klaterende drumspel tegenover. Snare, toms, hi-hat, bekkens, en randen van trommels worden aangeroerd. In ‘Cross’ gaat het er iets subtieler aan toe, maar het spel is even onrustig als in de opener. In Serries’ spel wordt af een toe een kleine aanzet tot een melodie gegeven, maar die wordt nergens uitgewerkt want de gitarist is alweer een motiefje verder. Zo lijkt hij er steeds vandoor te gaan, is hij de luisteraar steeds een stap voor en dat is wat zijn spel zo aantrekkelijk maakt om naar te luisteren. Hadow soleert aan het einde van ‘Cross’ en dat doet hij met donkere tomslagen die vergezeld gaan van mooie accenten op snare, bekkens en hi-hat.

Verstilling treedt op in ‘Out’ met ijle gitaarklanken en zacht spel op de snare. Het stuk schuurt, wrijft en er hangt spanning in de lucht. De vijf minuten zijn om voor je er erg in hebt. Verderop is ook ‘Open’ een brok verstilde spanning. Een paar goed geplaatste korte tikken van Hadow bouwen die spanning verder op. ‘Call’ laat de beide muzikanten weer van een robuuste kant horen. De controle waarmee dat gepaard gaat, maakt indruk. Op ‘Slate’ heeft de gitaar een wat opener klank dan elders op de plaat. In ‘Apart’ lijkt een aanzet te worden gegeven tot een rocknummer, maar ook hier blijft het bij een aanzet. Het gitaareffect is prachtig en Serries speelt wat minder fragmentarisch dan op de andere tracks.

De verschillende improvisaties zijn strategisch op het album geplaatst, zodat de aandacht van de luisteraar niet verslapt. Zo staat de harde noise van ‘Night’ en ‘Tear’ ingeklemd tussen twee verstilde tracks, het eerder genoemde ‘Open’ en afsluiter ‘Remission’. Vooral in ‘Tear’ lijken de twee muzikanten alle remmen los te gooien om zich uit te leven in een heerlijke bak freejazz-noise. Het contrast met ‘Remission’ kan bijna niet groter zijn en dat werkt perfect. De schitterende afsluiter maakt nogmaals duidelijk hoe goed Serries en Hadow spanning kunnen creëren.

Op het Raw Tonk-label zijn geen teleurstellende releases verschenen en ook Outermission van George Hadow en Dirk Serries maakt op die regel geen uitzondering. De elf vrije improvisaties zijn rauw, dynamisch en spannend. Zelfs in de rustige stukken heeft de muziek een ruw randje. Het grofkorrelige, onafgewerkte element van deze muziek gecombineerd met het inventieve en onderzoekende spel leidt tot dit uitermate boeiende muzikale avontuur.” Opduvel – The Netherlands

Trybuna Muzyki Spontanicznej nie ustaje w wysiłkach, by eksplorować europejską muzykę improwizowaną pod kątem nowych, świeżych i niebanalnych zestawów dźwiękowych.  Z mniejszym lub większym skutkiem, Pan Redaktor stara się wrzucać w sieć globalną personalia muzyków, których niektórzy z nas – zapatrzeni wielbiciele wciąż tych samych wielbicieli – nawet nie podejrzewają o preparowanie dźwięków, które mogą okazać się ciekawe.  Świat muzyki improwizowanej jest absolutnie interesujący, a proces permanentnej nadprodukcji dźwięków w gatunku, wcale tego zjawiska nie deprecjonuje.  Zatem do dzieła!

George Hadow, brytyjski rezydent holenderski, perkusista i perkusjonalista, mający już pewne doświadczenie na polu swobodnej improwizacji zwiera dziś szeregi z Dirkiem Serriesem, belgijskim gitarowym eksperymentatorem, który do niedawna kojarzony był głównie ze sceną dark ambient, drone, czy industrial. Panowie spotykają się w studyjnych okolicznościach Sunny Side, w Anderlechcie, dzielnicy Brukseli, powszechnie znanej z największego belgijskiego klubu piłkarskiego Belgii. Rzecz ma miejsce 20 lutego roku ubiegłego. Rejestrują materiał muzyczny, składający się z jedenastu piosenek, trwających 37 minut i 37 sekund. Za trzy dni odbędzie się oficjalna premiera krążka, który nazwany został Outemission, a wydała go kolejna mała, niezwykle ciekawa i kreatywna inicjatywa wydawnicza ze Zjednoczonego Królestwa – Raw Tonk Records. To debiut muzyków w tym układzie personalnym.  Hadow gra na pełnym zestawie perkusyjnym, Serries zaś na gitarze elektrycznej. Prosta matematyka, polegająca na podzieleniu czasu trwania płyty przez ilość utworów, sugeruje nam w oczywisty sposób, iż każda z piosenek jest zwarta, krótka i na temat. Każda wyposażona w nieskomplikowany, jednowyrazowy tytuł, który także podkreśla brak nadmiaru komplikacji na etapie kreowania pomysłu na muzykę. Od razu uspokajam niecierpliwych – George i Dirk nie będą śpiewać.

Od startu atakuje nas silnie sfuzzowana gitara elektryczna, która plecie bardzo zwinne synkopy (not rock’in!). Niezwykle aktywny, od pierwszej sekundy, perkusista oplata dźwięki gitary konstruktywnym, nieco progresywnym drummingiem, o silnie jazzowych inklinacjach. Fragment kolejny jest jeszcze bardziej dynamiczny, choć sama gitara ma czystsze, nieprzesterowane brzmienie. Fragment trzeci wytłumia emocje, zdejmuje nogę z gazu i zabiera nas na oniryczny, głęboko psychodeliczny spacer po wąskich uliczkach starej Brukseli. Downtempo, psychofolk – jeśli ktokolwiek w tym miejscu oczekuje gatunkowych skojarzeń. Perkusista szczoteczkuje, talerze rezonują. Skupienie, strach o kształt poranka po nocy spędzonej w dziwnym towarzystwie (z kajetu recenzenta: what a game!). Czwarty numer jest gęsty, cuchnie pyszną improwizacją. Tu każdy dźwięk natrafi na echo współpartnera, a żadna intryga nie zostanie pozostawiona bez komentarza.

W każdym z utworów gitara brzmi trochę inaczej (bagaż doświadczeń muzyka na polu szeroko pojętej muzyki eksperymentalnej nie idzie na marne!). Outermission może dzięki temu stanowić okno wystawowe dla umiejętności artykulacyjnych gitarzysty. Jeśli szukacie doom-metalowego zadęcia, tu także znajdziecie coś dla siebie. Świetnie pracuje – bez chwili wytchnienia – czujny perkusista. Jest w ciągłym ruchu, w ciągłej interakcji z gitarzystą, podąża za każdym jego tropem, a proces kreacji aż kipi w jego przedmóżdżu. Kolejne petardy na krążku, to zwinne i niebanalne historie, które mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Dwie, trzy, maksymalnie cztery minuty. Narracja jest narowista, a improwizacja czysta i wielowątkowa, ale nie traci czasu na brzmieniowe subtelności. Ósmy numer, podobnie jak trzeci, kołysze nas do snu, który i tak nie nadejdzie. Gitara brzmi jak czerstwa i lekko upalona wiolonczela – urocza, minimalistyczna opowieść. W dziewiątym gitara na odwyku! Jest zadziorna, oblepiona przesterem i jęczy, jak ranny tygrys. Tuż potem hałas eskaluje się. Gitarzysta tańczy po strunach, a jego wzmacniacz skwierczy z nadmiaru ładunku elektrycznego. Drummer idzie na rockowo i mizdrzy się do słuchaczy. Heavy dark improvised jazz!

Finał jest reemisją (Remission). Ponownie klimat jest oniryczny, naładowany zdrową psychodelią. Jakże kreatywne wybrzmienie, studzenie emocji, suszenie potu na skroniach. Kostka delikatnie smaga ciało gryfu i dopieszcza struny. Kontrapunkt ze szczoteczek, w ciszy, by nie budzić złego. Szczypta repetycji i mikro preparacji na połamanym talerzu. Wyborne!” Spontaneous Music Tribune – Poland

Advertisements