graham dunning & dirk serries

Jazzarium reviews

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – Live In The Lowlands (CDr, Raw Tonk Records)

“Dwa kolejne dni marca, ponownie dwa koncerty na jednym dysku (jeden z Belgii, drugi z Holandii). Na blisko 50 minut oddajemy nasze uszy we władanie duetu: Graham Dunning (turntable, dubplates, spring reverbs, objects) & Dirk Serries (gitara).

Live at De Singer. Sample, szczypta field recordingu (?), trzaski na kablach i nieistniejących winylach, w konfrontacji z chilloutową gitarą elektryczną na dużym pogłosie. Narracja elektroniczna nieco rwana, chaotyczna, nielinearna, w opozycji do gitarowych, trwających pasaży. W 8 minucie Serries wycofuje się na jeszcze głębszy plan i generuje niepokojące flażolety, ledwie muska struny, trochę je pociera. Zwinnie eskaluje się w ciszy poprzez błyskotliwe, oniryczne drony. Elektronika aż milknie na moment z wrażenia. Choć już w 17 minucie zdaje się recenzentowi nazbyt inwazyjna, delikatnie kalecząc dotychczasowy nastrój koncertu. Reakcja gitarzysty jest natychmiastowa – intensyfikuje narrację, choć ciągle atakuje z dalekiego planu. Ponieważ na kablach skwierczy już naprawdę silnie, finał pierwszego spotkania upływa nam na czymś w rodzaju eskalacji, w tej dość wszak nietypowej aurze instrumentalnej.

Live at De Ruimte. Na początku drugiego epizodu – tym razem coś na kształt sonorystyki kabli i strun gitary – kluje się piękna historia. Dirk preparuje za progiem gryfu, a po stronie Grahama jakby więcej inwencji i kreacji. W 6 minucie witamy się z ciszą. Aż strach głośniej westchnąć na widowni. Bodaj najbardziej spokojny fragment w całym katalogu Raw Tonk. 12 minuta – rzadka na tym dysku próba wyraźnej interakcji pomiędzy gitarą, a komputerem. Skutkiem tego, odrobina dramaturgicznego zamętu. Gitara buduje nowy dron, który swą urodą tłamsi ambiwalencje recenzenta. W okolicy 20 minuty muzycy grają już głośniej. Podskórny nerw pcha tę narrację na szczebel wyższej oceny. Na finał rodzaj wybrzmienia, które bardzo służy temu scenicznego wydarzeniu: ciche medytacje, artystyczny sarkazm mikronarracji, która buduje entuzjazm recenzenta.”

DIKEMAN/LISLE/SERRIES/WEBSTER – Live At Cafe OTO (CDr, Raw Tonk Records)

“Jesteśmy na koncercie kwartetu (kwiecień, 2015), który dobrze znamy z innych opowieści na tych łamach. Dwa saksofony (John Dikeman na tenorze i Colin Webster na barytonie) na przeciwległych flankach, gitara elektryczna (Dirk Serries) i perkusja (Andrew Lisle) atakujące centralnie. Jeden trak, sam konkret – 32 minuty.

Od pierwszej sekundy, dynamiczny free jazz, kreowany przez ostrokanciaste saksofony, rockową perkusję i tłustą gitarę, na gryfie której mają miejsce niezwykle energetyczne zjawiska. Już w 5 minucie dopada nas pierwsze studzenie emocji – drony dęciaków, metaliczny background gitary. Industrialny taniec onirycznych wielodźwięków, które prowokują się wzajemnie do eskalacji (doskonałe!). Dynamiczne wstanie z kolan ma miejsce już w 11 minucie. Kolejne kilka minut i ponowny przystanek, podczas którego hałaśliwa gitara krzyczy, zdziera gardło i rozrywa struny. Saksofon z prawej wyje w wysokim rejestrze, a my poddawani jesteśmy bez chwili wytchnienia emocjonalnemu down and up. Następny bieg pod górę odbywa się w estetyce brotzmannowskiej – konwulsyjne wrzaski z gorejących tub! Jedna z nich zwinnie zapętla się na dronie gitary. Ta ostatnia stoi jednym dźwiękiem, gdy wokół trwa galopada w najlepsze. Muzycy po stanie wrzenia lubią się szybko tłumić, nie pędzą na złamanie karku, ciągle szukają ciekawszych rozwiązań. Finalny orgazm odbywa się przy dźwiękach samotnego saksofonu! Perfekcyjne!”

KODIAN TRIO – Live At Paradox + VOLT/PLETTERIJ (CDr + tape, Raw Tonk Records)

“Trzy holenderskie koncerty tria, jakie miały miejsce między marcem, a majem ubiegłego roku. Akurat te, które ukazały się wcześniej, są tymi późniejszymi, ale to bez znaczenia. Colin Webster (tu, saksofon altowy), Dirk Serries (gitara elektryczna) i Andrew Lisle (perkusja) – konstatacja tych bystrzejszych: Kodian Trio, to kwartet z poprzedniego akapitu, uszczuplony o jedną rurę!

Paradox (37 min.): pretekstem do improwizacji jest tu jazzowe frazowanie gitary i dość wyważonego altu. Tonacja molowa, stukot drummera. Intryga narracyjna buduje się wokół fikuśnych, modulowanych pętli na gryfie gitary i rosnącego dramatyzmu sytuacyjnego perkusji. Alt przyczajony, czeka na żerowisku. Galop zaczynamy w 6 min., a zdobi go świetny dialog saksofonu i gitary! Pod koniec pierwszego kwadransa muzycy schodzą piętro niżej. Piękne pasaże smyka na gryfie, prawdziwe violoncello na kwasie! Alt, przy wtórze orkiestry talerzy, wchodzi na drugiego. Kluje się z tego incydentu prawdziwe ptaszysko o niepoliczalnych walorach estetycznych. Drży, grzmoci i wymiata! Czego, by muzycy nie wymyślili, efekt przerasta ich oczekiwania. Okolice 27 minuty – znów pląsy na gitarze i altowe intrygi na dyszach rozgrzewają długopis recenzenta. Brak zahamowań gatunkowych, jakże służy tej improwizacji. Finałową ścieżkę koncertu tyczy kolejny wartościowy dialog Colina i Dirka, budowany na zwinnej i cierpliwej ekspozycji Andrew.

Volt (36 min.): dynamiczny start szorstko brzmiących instrumentów, zwłaszcza altu. Wyostrzone krawędzie, jedynie słuszne decyzje dramaturgiczne. Drummer idealnie wkleja się w te improwizowane puzzle. W okolicach 13 minuty, Serries zaczyna rozrabiać – pętli się na strunach, moduluje dźwięk, ma tysiące pomysłów na sekundę, stawia też znaki zapytania. Webster jedzie na bezdechu już chyba drugą godzinę. Lisle słusznie zaś czyni, pozostawiając partnerom sporo miejsca. 18 minuta obwieszcza zejście do piwnicy. Narracja staje w miejscu, plamy dźwiękowe wiją się wokół siebie, tańczą złowieszczo (bajka!). Koncert talerzy, cuda na gryfie gitary (Serries każdego sprowadzi na manowce, tu jakże urocze!). Młodzi Anglicy niechybnie czekają na to, co zrobi sporo starszy Belg. Finalna erupcja! Trudno o lepszy, bardziej perfekcyjny komentarz.

Pletterij (29 min.): start bliźniaczy do wyżej omówionego koncertu, ale to nie dziwi, gdyż na osi czasu jesteśmy zaledwie 48 godzin… wcześniej! Może jedynie wejście dynamicznej perkusji następuje nieco wcześniej. W okolicach 4 minuty, intrygujące, wypasione solo gitarowe w oldschoolowych klimatach. Agresywnie, zawadiacko, z ostrogami! Alt także potrafi pohałasować! 10 minuta wyznacza radykalny stop narracyjny. Gitara kompletnie zmienia swój tryb pracy. Gra blue-ambient, cokolwiek to znaczy w ustach recenzenta. Systematycznie plami przestrzeń smugami dymu z papierosów. Alt, bez krzty wątpliwości, chce być partnerem w tej nieśpiesznej rozmowie. Jesteśmy u wezgłowia ciszy i jest nam niewymownie dobrze. Cóż ten Webster nie wyprawa na dyszach?! Cudaniebywałe! Narracja stoi, a Lisle śpi. Serries prostym środkami wzbudza eksplozję wyobraźni u saksofonisty. Ornamenty na talerzach wybudzonego drummera nie mogą tu być lepszym komentarzem. Niespodziewanie zostaje sam na scenie i bez trudu czyni wartość dodaną w tym niezwyczajnym spektaklu ciszy i niepokoju. Powrót gitary jest odrobinę wulgarny akustycznie, ale broni się porcją innowacyjności. Alt pętli się , czyli definitywnie wracamy do świata żywych (19 min.). Wysokogatunkowy galop nie jest zaskoczeniem. Noise where ever you want! 24 minuta i Serries znów bierze na siebie odpowiedzialność za punkt zwrotny. Webster wchodzi w tę pyskówkę i kreśli myśl przewodnią. Kolejny szczyt ze spermą na nieboskłonie! Opus magnum Kodiana, jak do tej pory.” Jazzarium – Poland

Advertisements

Merchants Of Air reviews

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – Live In The Lowlands

“The output of Dirk Serries seems neverending, which coincidentally can also be said by the length of most of his works. Not that I mind, on the very contrary. In a way, Serries has been in my living room more than any of my friends and family. His solo works and his releases with Yodok III are constants here, played on an almost daily basis.
To be honest, I cannot say that about Graham Dunning. This is actually the first time I see his name so I’m not familiar with his music. Yet, judging from what I’m listening to at this very moment, that might change soon. Dunning is a sound artist, always exploring the possibilities of music.

This album is a registration of two different concerts. The first one having taken place in Rijkevorsel, Belgium, while the other one recorded at De Ruimte, Amsterdam, Netherlands. Both tracks share a passion for experimenting with sound. Somehow, it feels like most of the experimentation comes from Dunning. Serries’ lingering and droning guitar sound is not the constant here. The constant seems to be a form of free jazz and the chemistry of live improvisation, something these two artists know quite a lot of.

When I say “free jazz”, don’t expect confusing rhythms and over-the-top saxophone solos. The whole album maintains a slow and somewhat mellow tone. I guess “ambient jazz” is a better phrase. Drones, soundscapes, strange noises, turntables and unidentified object create a strange but constantly evolving sound that demands to be explored. Different sound float in an out, leaving the listener somewhat estranged and confused. In a good way, obviously. This is just a remarkable album, one every jazz/ambient/drone/experimental fan should own.” Merchants Of Air – Belgium

DUNNING & SERRIES

dunning serries live cover

“Voordat de korte tour in Nederland en België in maart van dit jaar van start ging, hadden Graham Dunning en Dirk Serries nog nooit met elkaar gemusiceerd. Hun eerste optreden vond plaats in De Pletterij in Haarlem, maar de opnames voor deze cd-r zijn gemaakt in De Singer in Rijkevorsel (België) en De Ruimte in Amsterdam. De twee muzikanten lijken voor elkaar gemaakt, want de geïmproviseerde stukken klinken ideeënrijk en spannend.

Serries ontpopt zich steeds meer als freejazz-gitarist, maar brengt de bagage die hij heeft als ambient- en drone-muzikant met zich mee. Dat is goed te horen in de samenwerking met Dunning in het eerste stuk (opgenomen in De Singer), waarin de gitaar voor de atmosferische klanken zorgt, een drone neerlegt, waar Dunning met zijn draaitafel, dubplates, galmende effecten en objecten ruisende, krakende, schurende, schuivende en percussieve geluiden aan toevoegt. Dat lijkt at random te gebeuren, maar de draaitafelkunstenaar weet exact waar hij zijn klanken moet plaatsen.

Serries laat het niet bij de constante drone, daar zit beweging in en na verloop van tijd klinkt de gitaar zelfs als in de verte luidende klokken. Dat gaat dan wel gepaard met een lage drone van Dunning, wat een vervreemdend maar ook spannend effect teweegbrengt. Tegen het einde wordt het lastig het onderscheid tussen het spel van Serries en Dunning te onderscheiden en ontstaat een samengaan, dat echter niet vloeiend maar weerbarstig klinkt. De intensiteit neemt tegen het einde enorm toe en mondt uit in een luidruchtige climax.

Het in De Ruimte opgenomen stuk volgt een volledig ander pad. Serries laat de drone achterwege maar produceert korte, soms a-ritmische klanken op zijn gitaar, terwijl Dunning zijn krakende draaitafelgeluiden combineert met percussieve objecten en elektronische effecten. Donkere percussie en ingehouden spel zorgen in dit stuk voor spanning in een verstild gedeelte waarin Serries zijn snaren lichtjes beroert. Dunning strooit met vervreemdende geluiden en Serries gebruikt feedback en donkere en heldere tonen.

Na circa vijftien minuten vinden de beide muzikanten een gezamenlijke muzikale taal, als Serries een gemene drone neerlegt en Dunning daar ook langgerekte klanken tegenover stelt, die overigens vergezeld gaan van kraakjes en ruisjes. Daarna lijken de muzikanten weer afstand te nemen, maar ze verliezen elkaar niet uit het oog. Er is constant interactie en die is ook merkbaar, of zelfs voelbaar, als je het niet ziet. Het Amsterdamse stuk is een abstract, dynamisch en inventief stuk muziek dat de oren steeds opnieuw doet spitsen, ook na ettelijke luisterbeurten.” Opduvel – The Netherlands

Available directly from Raw Tonk Records :

 

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES

dunning serries live cover

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – LIVE IN THE LOWLANDS (CDR, Raw Tonk Records)

Invited by Raw Tonk Records’ chief Colin Webster Dirk Serries teamed up with turntablist and sounddesigner Graham Dunning for a series of improvised concerts as part of the Raw Tonk Records’ 5th anniversary events.  From the 3 performances this set features two of them, one at De Ruimte in Amsterdam (The Netherlands) and the other at a jazzclub De Singer in Rijkevorsel (Belgium).  While improvised this definitely moves into different territories : intense soundscapes, drones, bluesy distant guitars and much more.  Now available as pre-order from the Raw Tonk Records bandcamp along with two other live releases.