raw tonk records

Spontaneous Music Tribune reviews

“Webster! Serries! … and Verhoeven! Two duos like love triangle!

Belgijski gitarzysta Dirk Serries gości na Trybunie niezwykle często, przy czym nasze ostatnie zainteresowania koncentrowały się głównie na jego dokonaniach na polu dark ambient, drone and electronic.

Czas zatem najwyższy, by powrócić do estetyki swobodnej improwizacji, która zdaje się być main occupation muzyka od przynajmniej 4-5 lat.

Okazja jest wyśmienita, gdyż całkiem niedawno ukazała się duetowa płyta Dirka z innym ulubieńcem redakcji, brytyjskim saksofonistą Colinem Websterem. Wrażenia z opisu ich płyty, uzupełnimy recenzją kolejnego duetu gitarzysty, tym razem z kontrabasistką Martiną Verhoeven, przy okazji jego partnerką życiową. Przede nami dwie krótkie, ale jakże pikantne improwizacje w pełnym gazie!

Dirk Serries & Colin Webster Gargoyles (Raw Tonk Records, 2018)

Londyn, Soundsavers, czerwiec 2017; Colin Webster – saksofon altowy i barytonowy, Dirk Serries – gitara elektryczna; 17 improwizacji, niespełna… 27 minut.

Siedemnaście mgnień wiosny, tyleż odpalonych lontów, tyleż niebywałych eksplozji mocy, energii i ludzkich emocji. Posmakujmy każdej części. Pierwszy, to brutalny atak fonii bez brania jeńców. Grzmoty gitary, twarde mlaśnięcia altu. Noise for ever! Drugi, jakby krok wolniej, o ton ciszej. Prychanie barytonu, strunowy taniec na gryfie. Fraza za frazę, niczym wet za wet. Zapasy w stylu wolnym, niemal Machine Gun – tyle, że 50 lat później! Trzeci, to wysoki, zadziorny alt, tuż obok gitara płynnie surfująca. Kooperatywnie, gwałtownie, ale także niezwykle zmysłowo. Czwarty – powrót grzmotów z gryfu. Saksofon zdaje się wisieć na pojedynczej dyszy. Industrial w pełnej krasie, niczym Throbbing Gristle na wakacjach. Webster jakby na przekór, szuka na dnie tuby pokrętnej melodii. Piąty, to znów tylko szkic, rodzaj framework, całowanki i kropelkowanie – usta w usta, pięść do pięści. Szósty sprawia, że marszruty obu muzyków zacieśniają się. Zwarcie w półdystansie, jakby obaj grali już tylko jeden, wspólny wielodźwięk. Siódmy, to przeciąganie liny. Ciężki baryton, delikatna gitara, która jednak raz po raz iskrzy i eksploduje. Ósmy – noise na wysoko! Regulujemy odbiorniki. Czad, mrok, krew. Dziewiąty dla odmiany, to miłosne zaloty po krótkiej burzy z piorunami. Woda w szuwarach, strach w oczach – intensywne, zmysłowo, imitacyjnie, na wysokości. Techniczne fajerwerki. Dziesiąty, to cisza po zmroku. Muskanie strun, suche dysze. Gest za gest, krok w krok, na wdechu, po prostu doskonałe! Perła! Jedenasty – powrót grzmotów na gryfie, krótkich, nanosekundowych. Colin gwałtownie przedmuchuje omszałe dysze, czyni to zamaszyście, z krwią na palcach. Dwunasty! Noise! Powerfull boxing! Wulgarny znój, pełen krzyku. Na gryfie iskrzy się jak w Czernobylu, tuż przed wybuchem jądrowym. Alt zdaje się być dosadniejszy niż baryton. Tygrysia zwinność, śmierć w oczach. Trzynasty – palcówki, całusy, pętlące się struny. W żyłach muzyków pulsuje gęsta, gorąca krew. Czternasty – sprzężenia i charkot, niczym dwa oblicza tej samej piękności, smukłej od głowy do samego dołu. Waga ciężka! Harsh-heavy-rock! Piętnasty – muzycy ponownie szukają hałasu, stosując akustyczne grepsy (choć Dirk nieustannie podłączony jest do prądu!). Rodzaj meta akustyki? Sucha, pokrętna sonorystyka. Moc pięknych dysonansów. Mistrzowki alt w wysokim rejestrze. Jakże długa ekspozycja, pełne dwie minuty! Szesnasty, grzmoty gitary wtryskują się w otchłań tuby barytonu. Znów głośno, gotycko, jakże nieromantycznie! Siedemnasty – sucha tuba, metalicznie rezonujący gryf. Nieustannie ciało w ciało, zawsze wspólnie, bez sekundy ekspozycji solowych. Wstrząsający konkret! Niczym strach przed wiecznym potępieniem! Tylko ból! Tylko ekstaza!

Martina Verhoeven & Dirk Serries Citadelic (Nachtstück Records, 2017)

Gent, Belgia, koncert na Festiwalu Citadelic, czerwiec 2016; Martina Verhoeven – kontrabas, Dirk Serries – gitara elektryczna; 1 trak, 36 minut z sekundami.

Ze smyka, bardzo nisko, silne pociągnięcie, tuż obok szmer gitary, pojedyncze błyski, smugi dźwięku. Dialog, choć słuchać ptaki w oddali (field recordings?). Rodzaj call & response. Drobne zadziory, wymiana zdań niekoniecznie o pogodzie. Szczypta imitacji, sporo urywanych fraz. Dirk zaczyna pętlić się na gryfie. Jakby jazzowe free improv, ale bez synkopy i odrobiny swingu. Martina także silnie naenergetyzowana. 7 minuta, gitarzysta także sięga po smyczek. Fragment zdaje się być dużo spokojniejszy od wstępu. Szukają wspólnego języka, udanie, choć bez nadmiernych emocji. Koncert muzyki dawnej w krypcie pełnej wampirów! 10 minuta – muzycy są już bardzo blisko ciszy, mruczą sobie do uszu. Ze stanu bezfonii pierwsza wychodzi Martina, piękną smyczą ekspozycją. Dirk imituje metalicznym tembrem. Narracja toczy się wartko, małżonkowie nie spuszczają z siebie wzroku. Stan permanentnej interakcji. 17 minuta, sporo akcentów perkusjonalnych na obu flankach. Kolejne zejście w spokojniejsze rejony. Gryf Serriesa pulsuje elektroniką. Martina rzeźbi upalony barok. Piękne! Ciągle lepią się do siebie imitacyjnie, bez względu na oferty i wzajemne podpowiedzi. 20 minuta – Dirk skwierczy na stojąco, Martina drumminguje na strunach. 25 minuta, to dialog jazzowej gitary i zmutowanego, szorstkiego pizzicato na kontrabasie. Jakby nagle zagubili głębsze brzmienie. Gadają ze sobą niebywale konkretnie – same inwektywy! Oczekiwanie na konsensus ciągnie się w nieskończoność. Dialog staje się dość molekularny i drepcze w kierunku ciszy. Tłumi się i wybrzmiewa (31 min.). Dirk zdaje się snuć finałowy pasaż w estetyce sustained piece. Czyni to cicho i niezwykle subtelnie, ledwie muska struny, poleruje, onirycznie brnie do końca. Martina szuka na gryfie punktu zaczepienia i stawia na imitacje – jakże dobry to pomysł! Finał płyty staje się przez to niezwykle błyskotliwy.” Spontaneous Music Tribune – Poland

Advertisements

GARGOYLES reviewed on OPDUVEL

“Twee muzikanten die zich bewegen in de Britse en Europese vrije improvisatie maken voor het eerst als duo muziek op Gargoyles. Onbekenden van elkaar zijn het allerminst. De Belgische gitarist Dirk Serries en de Engelse saxofonist Colin Webster zijn vaak in elkaars gezelschap te vinden, zoals onlangs nog in het Tonus-project van Serries, een minimalistische verkenning van geluid, of in het Kodian Trio, waarin plaats is voor een meer expressieve kant van de vrije improvisatie.

Serries en Webster vormen samen tweederde van het Kodian Trio (derde lid is drummer Andrew Lisle), maar dat betekent niet dat we de duoplaat kunnen zien als Kodian Trio min één. Zet bij dat trio een of meer muzikanten (John Dikeman, Martina Verhoeven, Alan Wilkinson) en je hebt direct een heel andere dynamiek; de manier waarop de muzikanten op elkaar reageren levert echt andere muziek op.

Dat geldt dus ook als je een muzikant van het Kodian Trio weglaat. Webster en Lisle maakten al een paar opnamen waarop dat goed te horen is, en het geldt in nog sterkere mate voor het duo Serries/Webster. Natuurlijk is beider speelstijl goed te herkennen, maar de interactie tussen de twee improvisatoren zonder drummer is echt verschillend dan met slagwerker. En hoe hoekig de muziek ook is, die klinkt toch ook verfrissend.

Websters technieken op saxofoon blijven verbazen en dat doet hij ook op Gargoyles, waar hij er op los pruttelt, sputtert, smakt en zuigt. Van een portie noise is de Brit nooit vies geweest en ook daarvan zijn wat staaltjes te horen op het album. Dirk Serries neemt steeds meer afstand van zijn ambient-verleden. Binnenkort verschijnt Epitaph, een laatste solo-ambient plaat, waarmee hij een streep zet onder die carrière.

Wat daarvoor in de plaats komt, contrasteert daarmee behoorlijk, want de gestructureerde muziek met lange gitaardrones maakt plaats voor gitaarspel waarin Serries juist niet in structuren denkt, maar zich in het moment bevindt. Lange lijnen lijken uit den boze, ten faveure van onderzoekend spel dat gepaard gaat met horten en stoten, met beweeglijke, soms ultrakorte motiefjes en met experimentele geluiden die vrijmoedig en bruusk kunnen klinken.

Serries en Webster kiezen op Gargoyles voor het kortebaanwerk; het album bevat zeventien spritsige improvisaties die bij elkaar zevenentwintig minuten in beslag nemen. Sommige stukken zijn voorbij voordat je doorhebt wat er gebeurt. Webster horen we op alt- en baritonsax. Elk stuk heeft zijn eigen kenmerken, maar overeenkomst is hoe het tweetal het individuele spel op elkaar afstemt op zodanige wijze, dat je vaak niet hoort wie op wie reageert. Het gebeurt gewoon gelijktijdig.

De saxofoon is een instrument dat al gauw naar voren komt als leidend. Zo niet bij Serries en Webster; de gitaar komt even sterk door. De muzikanten vormen elkaars tegenhanger, dagen elkaar uit, schuren langs elkaar heen. Soms wringt het, soms contrasteert het en soms benaderen ze elkaars sound. Vooral Serries is een meester in het niet afmaken van zinnen. En toch is zijn spel niet fragmentarisch. Wel impulsief en kwiek, maar in ieder stuk zit er een weliswaar spontaan, maar duidelijk idee achter.

De muziek van Serries en Webster is tegendraads en eigenwijs. Aan het de luisteraar behaaglijk maken hebben zij een broertje dood. In ‘Chimera’, ‘Organ’ en ‘Throne’ komt het duo in de buurt van harde noise. Je zou de muziek extreem kunnen noemen, en voor de argeloze luisteraar is het dat waarschijnlijk ook, maar de speelsheid en de frisse spontane ideeën zorgen ervoor dat het plezier dat de muzikanten met hun improvisaties uitstralen, aanstekelijk werkt.

Het Raw Tonk-label, waar dit album op is verschenen, grossiert in ongepolijste vrije improvisatie, freejazz en noise. De catalogus van het label bevat al de nodige ruwe pareltjes, maar dit is een van de beste releases tot nu toe. Serries en Webster zijn sublieme sparringpartners. Voor wie zijn muziek graag onregelmatig, bedrijvig, grofkorrelig en hoekig heeft, is dit een ideaal plaatje.” Opduvel – The Netherlands

GARGOYLES

gargoyles

Brandnew on RAW TONK RECORDS is the duality between sax player Colin Webster and electric guitarist Dirk Serries.  Gargoyles is the duo that pushes the envelope even further in their ongoing collaborations (KODIAN  TRIO, TONUS, etc.).  Abstract, microscopic and utterly dynamic and in your face.  This is improvisation on the edge of everything.

The album is now available from Raw Tonk Records through their bandcamp.

Jazzarium reviews

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – Live In The Lowlands (CDr, Raw Tonk Records)

“Dwa kolejne dni marca, ponownie dwa koncerty na jednym dysku (jeden z Belgii, drugi z Holandii). Na blisko 50 minut oddajemy nasze uszy we władanie duetu: Graham Dunning (turntable, dubplates, spring reverbs, objects) & Dirk Serries (gitara).

Live at De Singer. Sample, szczypta field recordingu (?), trzaski na kablach i nieistniejących winylach, w konfrontacji z chilloutową gitarą elektryczną na dużym pogłosie. Narracja elektroniczna nieco rwana, chaotyczna, nielinearna, w opozycji do gitarowych, trwających pasaży. W 8 minucie Serries wycofuje się na jeszcze głębszy plan i generuje niepokojące flażolety, ledwie muska struny, trochę je pociera. Zwinnie eskaluje się w ciszy poprzez błyskotliwe, oniryczne drony. Elektronika aż milknie na moment z wrażenia. Choć już w 17 minucie zdaje się recenzentowi nazbyt inwazyjna, delikatnie kalecząc dotychczasowy nastrój koncertu. Reakcja gitarzysty jest natychmiastowa – intensyfikuje narrację, choć ciągle atakuje z dalekiego planu. Ponieważ na kablach skwierczy już naprawdę silnie, finał pierwszego spotkania upływa nam na czymś w rodzaju eskalacji, w tej dość wszak nietypowej aurze instrumentalnej.

Live at De Ruimte. Na początku drugiego epizodu – tym razem coś na kształt sonorystyki kabli i strun gitary – kluje się piękna historia. Dirk preparuje za progiem gryfu, a po stronie Grahama jakby więcej inwencji i kreacji. W 6 minucie witamy się z ciszą. Aż strach głośniej westchnąć na widowni. Bodaj najbardziej spokojny fragment w całym katalogu Raw Tonk. 12 minuta – rzadka na tym dysku próba wyraźnej interakcji pomiędzy gitarą, a komputerem. Skutkiem tego, odrobina dramaturgicznego zamętu. Gitara buduje nowy dron, który swą urodą tłamsi ambiwalencje recenzenta. W okolicy 20 minuty muzycy grają już głośniej. Podskórny nerw pcha tę narrację na szczebel wyższej oceny. Na finał rodzaj wybrzmienia, które bardzo służy temu scenicznego wydarzeniu: ciche medytacje, artystyczny sarkazm mikronarracji, która buduje entuzjazm recenzenta.”

DIKEMAN/LISLE/SERRIES/WEBSTER – Live At Cafe OTO (CDr, Raw Tonk Records)

“Jesteśmy na koncercie kwartetu (kwiecień, 2015), który dobrze znamy z innych opowieści na tych łamach. Dwa saksofony (John Dikeman na tenorze i Colin Webster na barytonie) na przeciwległych flankach, gitara elektryczna (Dirk Serries) i perkusja (Andrew Lisle) atakujące centralnie. Jeden trak, sam konkret – 32 minuty.

Od pierwszej sekundy, dynamiczny free jazz, kreowany przez ostrokanciaste saksofony, rockową perkusję i tłustą gitarę, na gryfie której mają miejsce niezwykle energetyczne zjawiska. Już w 5 minucie dopada nas pierwsze studzenie emocji – drony dęciaków, metaliczny background gitary. Industrialny taniec onirycznych wielodźwięków, które prowokują się wzajemnie do eskalacji (doskonałe!). Dynamiczne wstanie z kolan ma miejsce już w 11 minucie. Kolejne kilka minut i ponowny przystanek, podczas którego hałaśliwa gitara krzyczy, zdziera gardło i rozrywa struny. Saksofon z prawej wyje w wysokim rejestrze, a my poddawani jesteśmy bez chwili wytchnienia emocjonalnemu down and up. Następny bieg pod górę odbywa się w estetyce brotzmannowskiej – konwulsyjne wrzaski z gorejących tub! Jedna z nich zwinnie zapętla się na dronie gitary. Ta ostatnia stoi jednym dźwiękiem, gdy wokół trwa galopada w najlepsze. Muzycy po stanie wrzenia lubią się szybko tłumić, nie pędzą na złamanie karku, ciągle szukają ciekawszych rozwiązań. Finalny orgazm odbywa się przy dźwiękach samotnego saksofonu! Perfekcyjne!”

KODIAN TRIO – Live At Paradox + VOLT/PLETTERIJ (CDr + tape, Raw Tonk Records)

“Trzy holenderskie koncerty tria, jakie miały miejsce między marcem, a majem ubiegłego roku. Akurat te, które ukazały się wcześniej, są tymi późniejszymi, ale to bez znaczenia. Colin Webster (tu, saksofon altowy), Dirk Serries (gitara elektryczna) i Andrew Lisle (perkusja) – konstatacja tych bystrzejszych: Kodian Trio, to kwartet z poprzedniego akapitu, uszczuplony o jedną rurę!

Paradox (37 min.): pretekstem do improwizacji jest tu jazzowe frazowanie gitary i dość wyważonego altu. Tonacja molowa, stukot drummera. Intryga narracyjna buduje się wokół fikuśnych, modulowanych pętli na gryfie gitary i rosnącego dramatyzmu sytuacyjnego perkusji. Alt przyczajony, czeka na żerowisku. Galop zaczynamy w 6 min., a zdobi go świetny dialog saksofonu i gitary! Pod koniec pierwszego kwadransa muzycy schodzą piętro niżej. Piękne pasaże smyka na gryfie, prawdziwe violoncello na kwasie! Alt, przy wtórze orkiestry talerzy, wchodzi na drugiego. Kluje się z tego incydentu prawdziwe ptaszysko o niepoliczalnych walorach estetycznych. Drży, grzmoci i wymiata! Czego, by muzycy nie wymyślili, efekt przerasta ich oczekiwania. Okolice 27 minuty – znów pląsy na gitarze i altowe intrygi na dyszach rozgrzewają długopis recenzenta. Brak zahamowań gatunkowych, jakże służy tej improwizacji. Finałową ścieżkę koncertu tyczy kolejny wartościowy dialog Colina i Dirka, budowany na zwinnej i cierpliwej ekspozycji Andrew.

Volt (36 min.): dynamiczny start szorstko brzmiących instrumentów, zwłaszcza altu. Wyostrzone krawędzie, jedynie słuszne decyzje dramaturgiczne. Drummer idealnie wkleja się w te improwizowane puzzle. W okolicach 13 minuty, Serries zaczyna rozrabiać – pętli się na strunach, moduluje dźwięk, ma tysiące pomysłów na sekundę, stawia też znaki zapytania. Webster jedzie na bezdechu już chyba drugą godzinę. Lisle słusznie zaś czyni, pozostawiając partnerom sporo miejsca. 18 minuta obwieszcza zejście do piwnicy. Narracja staje w miejscu, plamy dźwiękowe wiją się wokół siebie, tańczą złowieszczo (bajka!). Koncert talerzy, cuda na gryfie gitary (Serries każdego sprowadzi na manowce, tu jakże urocze!). Młodzi Anglicy niechybnie czekają na to, co zrobi sporo starszy Belg. Finalna erupcja! Trudno o lepszy, bardziej perfekcyjny komentarz.

Pletterij (29 min.): start bliźniaczy do wyżej omówionego koncertu, ale to nie dziwi, gdyż na osi czasu jesteśmy zaledwie 48 godzin… wcześniej! Może jedynie wejście dynamicznej perkusji następuje nieco wcześniej. W okolicach 4 minuty, intrygujące, wypasione solo gitarowe w oldschoolowych klimatach. Agresywnie, zawadiacko, z ostrogami! Alt także potrafi pohałasować! 10 minuta wyznacza radykalny stop narracyjny. Gitara kompletnie zmienia swój tryb pracy. Gra blue-ambient, cokolwiek to znaczy w ustach recenzenta. Systematycznie plami przestrzeń smugami dymu z papierosów. Alt, bez krzty wątpliwości, chce być partnerem w tej nieśpiesznej rozmowie. Jesteśmy u wezgłowia ciszy i jest nam niewymownie dobrze. Cóż ten Webster nie wyprawa na dyszach?! Cudaniebywałe! Narracja stoi, a Lisle śpi. Serries prostym środkami wzbudza eksplozję wyobraźni u saksofonisty. Ornamenty na talerzach wybudzonego drummera nie mogą tu być lepszym komentarzem. Niespodziewanie zostaje sam na scenie i bez trudu czyni wartość dodaną w tym niezwyczajnym spektaklu ciszy i niepokoju. Powrót gitary jest odrobinę wulgarny akustycznie, ale broni się porcją innowacyjności. Alt pętli się , czyli definitywnie wracamy do świata żywych (19 min.). Wysokogatunkowy galop nie jest zaskoczeniem. Noise where ever you want! 24 minuta i Serries znów bierze na siebie odpowiedzialność za punkt zwrotny. Webster wchodzi w tę pyskówkę i kreśli myśl przewodnią. Kolejny szczyt ze spermą na nieboskłonie! Opus magnum Kodiana, jak do tej pory.” Jazzarium – Poland

Merchants Of Air reviews

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – Live In The Lowlands

“The output of Dirk Serries seems neverending, which coincidentally can also be said by the length of most of his works. Not that I mind, on the very contrary. In a way, Serries has been in my living room more than any of my friends and family. His solo works and his releases with Yodok III are constants here, played on an almost daily basis.
To be honest, I cannot say that about Graham Dunning. This is actually the first time I see his name so I’m not familiar with his music. Yet, judging from what I’m listening to at this very moment, that might change soon. Dunning is a sound artist, always exploring the possibilities of music.

This album is a registration of two different concerts. The first one having taken place in Rijkevorsel, Belgium, while the other one recorded at De Ruimte, Amsterdam, Netherlands. Both tracks share a passion for experimenting with sound. Somehow, it feels like most of the experimentation comes from Dunning. Serries’ lingering and droning guitar sound is not the constant here. The constant seems to be a form of free jazz and the chemistry of live improvisation, something these two artists know quite a lot of.

When I say “free jazz”, don’t expect confusing rhythms and over-the-top saxophone solos. The whole album maintains a slow and somewhat mellow tone. I guess “ambient jazz” is a better phrase. Drones, soundscapes, strange noises, turntables and unidentified object create a strange but constantly evolving sound that demands to be explored. Different sound float in an out, leaving the listener somewhat estranged and confused. In a good way, obviously. This is just a remarkable album, one every jazz/ambient/drone/experimental fan should own.” Merchants Of Air – Belgium

DUNNING & SERRIES

dunning serries live cover

“Voordat de korte tour in Nederland en België in maart van dit jaar van start ging, hadden Graham Dunning en Dirk Serries nog nooit met elkaar gemusiceerd. Hun eerste optreden vond plaats in De Pletterij in Haarlem, maar de opnames voor deze cd-r zijn gemaakt in De Singer in Rijkevorsel (België) en De Ruimte in Amsterdam. De twee muzikanten lijken voor elkaar gemaakt, want de geïmproviseerde stukken klinken ideeënrijk en spannend.

Serries ontpopt zich steeds meer als freejazz-gitarist, maar brengt de bagage die hij heeft als ambient- en drone-muzikant met zich mee. Dat is goed te horen in de samenwerking met Dunning in het eerste stuk (opgenomen in De Singer), waarin de gitaar voor de atmosferische klanken zorgt, een drone neerlegt, waar Dunning met zijn draaitafel, dubplates, galmende effecten en objecten ruisende, krakende, schurende, schuivende en percussieve geluiden aan toevoegt. Dat lijkt at random te gebeuren, maar de draaitafelkunstenaar weet exact waar hij zijn klanken moet plaatsen.

Serries laat het niet bij de constante drone, daar zit beweging in en na verloop van tijd klinkt de gitaar zelfs als in de verte luidende klokken. Dat gaat dan wel gepaard met een lage drone van Dunning, wat een vervreemdend maar ook spannend effect teweegbrengt. Tegen het einde wordt het lastig het onderscheid tussen het spel van Serries en Dunning te onderscheiden en ontstaat een samengaan, dat echter niet vloeiend maar weerbarstig klinkt. De intensiteit neemt tegen het einde enorm toe en mondt uit in een luidruchtige climax.

Het in De Ruimte opgenomen stuk volgt een volledig ander pad. Serries laat de drone achterwege maar produceert korte, soms a-ritmische klanken op zijn gitaar, terwijl Dunning zijn krakende draaitafelgeluiden combineert met percussieve objecten en elektronische effecten. Donkere percussie en ingehouden spel zorgen in dit stuk voor spanning in een verstild gedeelte waarin Serries zijn snaren lichtjes beroert. Dunning strooit met vervreemdende geluiden en Serries gebruikt feedback en donkere en heldere tonen.

Na circa vijftien minuten vinden de beide muzikanten een gezamenlijke muzikale taal, als Serries een gemene drone neerlegt en Dunning daar ook langgerekte klanken tegenover stelt, die overigens vergezeld gaan van kraakjes en ruisjes. Daarna lijken de muzikanten weer afstand te nemen, maar ze verliezen elkaar niet uit het oog. Er is constant interactie en die is ook merkbaar, of zelfs voelbaar, als je het niet ziet. Het Amsterdamse stuk is een abstract, dynamisch en inventief stuk muziek dat de oren steeds opnieuw doet spitsen, ook na ettelijke luisterbeurten.” Opduvel – The Netherlands

Available directly from Raw Tonk Records :

 

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES

dunning serries live cover

GRAHAM DUNNING & DIRK SERRIES – LIVE IN THE LOWLANDS (CDR, Raw Tonk Records)

Invited by Raw Tonk Records’ chief Colin Webster Dirk Serries teamed up with turntablist and sounddesigner Graham Dunning for a series of improvised concerts as part of the Raw Tonk Records’ 5th anniversary events.  From the 3 performances this set features two of them, one at De Ruimte in Amsterdam (The Netherlands) and the other at a jazzclub De Singer in Rijkevorsel (Belgium).  While improvised this definitely moves into different territories : intense soundscapes, drones, bluesy distant guitars and much more.  Now available as pre-order from the Raw Tonk Records bandcamp along with two other live releases.

 

JAZZWORD reviews OUTERMISSION

OUTERMISSION FRONTCOVER

“Opposites attract. At least that’s the message that’s reflected in this stripped down guitar-drums session. The duo of Belgian guitarist Dirk Serries plus Brit-in-Amsterdam drummer George Hadow has come up with an archetypal CD which fully synthesize the power of light and dark timbres. Like examining a wall-sized canvas of an 18th century Arcadian scene where crucial scene-setting can be glimpsed in the darkened edges of the painting as well as the luminescent action in the foreground, the duo is singular in detailing improvisations at many pitches and speeds.

Similar sonic alchemy is evident on “Outermisssion”, but with 11 tracks compressed into 37 minutes – Hundred Beginnings is 71 minutes long – conciseness is another characteristic. With drummer Harrow, who in the past has worked with the likes of John Dikeman and Wilbert de Joode on board, Serries whose output runs from Hardf Rock sessions to partnership with Scandinavian ambient duo Yodok, appears to have achieved attained the goal of playing like Jimmy Page and Derek Bailey in subsequent nanoseconds. In truth like the hell-raiser buried in a conventional citizen’s past, even the Metal emulations are muted. Prime instance of this is “Apart”, where Serries’ speedy, knife-sharp and wah-wah pedal-pushed expansions are seconded by Hadow’s juicy drum pops. Still this tune and the following “Leeg”, include unexpected atonal trails from the guitarist that relate more definitely to Free Music experimentation. Chameleon-like however by “Slate”, the following tune the drummer’s scratch-shuffle beat and disconnected tone emphasis from Serries could easily be slipped into any Company disc with little disruption. These same characteristics slip into the following “Open” to confirm that silence saturated creations, based in this case on bass note reverb and foreshortened rim shots, can express emotions with nuance rather than bombast. “Out”, the longest and most minimalist track is dominated by wooden clicks, air resonations, crackles and cracks that could come from either instrument.

Serries and Hadow realize that a muted finale is as prominent by inference as a noisy one. They prove this on the final “Remission” where guitar string jangling and intermittent drum beats add up to a crescendo of quiet tones that define their mastery.” Jazzwise – Canada

 

 

SALT PEANUTS & ENOLA reviews

GEORGE HADOW & DIRK SERRIES – OUTERMISSION (CD, Raw Tonk Records)

De ene is een van the coming men van de Hollandse jazz- en improvisatiescenes, de andere is de voormalige geluidsgoeroe die zich de voorbije jaren gretig liet gelden als vrij bricolerende gitarist. Samen vormen ze een fijn duo dat klikt in een wringende reeks van compacte no nonsense-improvisaties.

De nog maar 25-jarige Hadow arriveerde vijf jaar geleden in Amsterdam en bouwde er sindsdien aan een steeds uitbreidend netwerk van jazz- en improvisatievolk, waarmee hij zich ontpopte tot een van de meest veelzijdige drummers van het moment. Zijn pad kruiste dat van Serries al eerder, toen de twee in Amsterdam een live kwintet vormden met John Dikeman, Luís Vicente en Martina Verhoeven (een opname daarvan is op Bandcamp te koop via het name your price-principe). In februari van 2016 trokken ze naar Serries’ geliefde Sunny Side Inc. voor een studiosessie.

Het resultaat van die dag verscheen zopas bij het Londense Raw Tonk Records van saxofonist Colin Webster, kompaan van Serries in o.m. het Kodian Trio en het kwartet met John Dikeman erbij. Volledig in de onbevreesde spirit van dat label, wordt ingezet op fraaie vormgeving van de hand van Webster en radicaal vrije muziek. Elf improvisaties, met een gemiddelde duur van drie à vier minuten. Rock-’n-roll-lengtes, gezien de aard van het materiaal misschien geen slecht idee.

De twee zijn immers niet op zoek naar een catharsis, een overkoepelende spanningsboog of duidelijke vormexperimenten. Ze verkeren in een wereld van vrijheid en abstractie, eentje waarin weliswaar sprake is van een duidelijke interactie en empathie, ook al neemt die uiteenlopende vormen aan, van wringend geharrewar en net niet exploderen tot bedeesd aftasten. Wat had kunnen uitdraaien op een reeks van vignetten die gaandeweg misschien wat inwisselbaar hadden geklonken, wordt door een zorgvuldig uitgekiende volgorde een parcours dat blijft fascineren.

“Narrow” is immers interactie vol katachtige sprongen en schijnbewegingen, alsof twee vechters elkaar willen doldraaien met krampachtige zetten en stoten; zonder écht fysiek contact, maar wel die voortdurende dreiging van explosiviteit. Serries behandelt de gitaar met een combinatie van doortastende nukkigheid en onwil tot conventies, Hadow countert lenig en uitermate attent. Meer van dat, zij het op een lager volume en met iets minder kracht, in “Cross”, waarin de instrumenten zich voortdurend lijken te verslikken, terug willen komen op hun laatste erupties.

Daarna is het tijd voor een eerste ingetogen stuk. “Out” teert op golf- en wrijfklanken, maakt gebruik van niet nader geïdentificeerde objecten. Hier is het samenspel ascetisch, en mede door het statige gebruik van cimbalen en trommels krijgt het haast iets ritualistisch. Iets later doen ze dat nog eens over met “Open”, dat nog meer de introspectie opzoekt met zachtere texturen. Opnieuw goed geplaatst, want tussen de twee krijg je vier taaie brokjes met trekkende, noisy bewegingen, start/stop-ritmes, spastische uitvallen en klanken die de nek omgewrongen worden zodra ze ontglippen aan de instrumenten.

De meest heftige stukken worden bewaard tot na “Open”. Hier en daar klinken “Night” en “Tear” haast als de duopassages van Jasper Stadhouders en Onno Govaert in Cactus Truck: dissonant en agressief, met abrupte versnellingen, krappe fills en compacte explosies van ritme en textuur. Een adrenalineshot van amper acht minuten, dat van een weerwoord voorzien wordt met “Remission”, waarin amper wordt ingeboet aan intensiteit, maar de ruimte maximaal benut wordt met een minimum aan ideeën en decibels.

Voor Hadow was dit buitenkans om zijn imposante intuïtie, veelzijdigheid en slimme dosering tentoon te spreiden. Serries vindt hier dan weer een erg complementaire partner, die hem heel anders laat spelen dan, pakweg, Tomas Järmyr, met wie hij de vrije muziek voor het eerst volledig omarmde. Zodoende is Outermission een mooie aanwinst voor hun beider discografieën én het langzaamaan meer erkenning krijgende Raw Tonk. Eerlijkheid duurt het langst, zoals gewoonlijk. De curieuze luisteraar heeft er baat bij.” Enola – Belgium

“«Outermission» is the first recorded duet of British, Amsterdam-based drummer George Hadow and Belgian guitarist Dirk Serries. Hadow works primarily in the field of free-improvisation and jazz, studied with legendary drummer Han Bennink and reeds player Michael Moore, collaborates frequently with sax player John Dikeman, guitarists Terrie Hessels and Andy Moor of The Ex and bass player Gonçalo Almeida and plays in the Blue Lines Trio. Prolific Serries began to explore in recent years free-improvised music after many years of exploring ambient and drone soundscapes. He recorded last year his first solo album of purely improvised material, «Etched Above The Bow Grip» (Raw Tonk Records, 2016). Hadow and Serries collaborated before on the live recording, «Live at Zaal 100» (Nachtstück Records, 2016), with Dikeman, trumpeter Luís Vicente and double bass player Martina Verhoeven.

«Outermission» was recorded in the Sunny Side Inc. Studio, Anderlecht, Belgium on February 2016, and as all Raw Tonk Records it is a DIY release. Serries did the mastering and label owner, sax player Colin Webster did the artwork. The 11 concise duets are raw and immediate, presenting Hadow and Serries searching for common ground, but very often refusing to subscribe to any form of structure, narrative or pulse. This restless format adds an element of danger and risk taking and stresses the explosive potential of these two fearless improvisers. But most of the time it is devoid of any possibility of resolution or the option of nurturing a musical idea beyond few, fleeting seconds.

The exceptional pieces here are the ones that don’t follow this format. The reserved and patient «Out», «Open» and «Remission», where Serries bridges his rich musical universes – past and present ones – and suggests enigmatic soundscapes, while Hadow colors beautifully and cleverly these cinematic pieces. Or «Apart» and «Night» that sound as touching the noisy, improvised territories of The Ex, still, without the infectious rhythmic drive of The Ex.” Salt Peanuts – Norway